wt, 04 listopada 2014

Fantastyczne wizje

Retrospektywa. Blog Jana Daniluka
Wizualizacja z 2005 r. projektu końcowej stacji kolejki linowej - na Niskim Czole Kurkowym fortu Góry Gradowej. Wizualizacja z 2005 r. projektu końcowej stacji kolejki linowej - na Niskim Czole Kurkowym fortu Góry Gradowej. Ze strony UM Gdańsk.

Dziś o północy zakończył się plebiscyt trójmiejskiej Gazety Wyborczej, w ramach którego mieszkańcy mogli wskazać priorytetowe ich zdaniem cele magistratów w Trójmieście. Redaktorzy sporządzili listę kilkunastu, potencjalnych inwestycji czy działań władz oraz miejskich jednostek budżetowych. Ku zapewne nie tylko mojemu zdumieniu na tej liście znalazła się m. in. kolejka linowa na Górę Gradową. Tym samym przypomniany został jeden z bardziej zaskakujących pomysłów na rozdysponowanie samorządowych (w domyśle: też i unijnych) funduszy.

Po raz pierwszy pomysł budowy z terenu przy Dworcu PKP Gdańsk-Główny kolejki linowej, której gondole docierałyby na szczyt Góry Gradowej, pojawił się w mediach bodajże w grudniu 2005 r. Było to następstwem ujęcia tego pomysłu w opracowanej w 2002 r. Strategii Rozwojowej dla Zespołu „Grodzisko”. Budowa kolejki miała na celu przede wszystkim poprawić dostępność przyszłych atrakcji na wzgórzu, stanowić dogodne połączenie komunikacyjne z centrum miasta. Warto jednak zaznaczyć, że sama idea kolejki na Górę Gradową nie była czymś zupełnie nowym.

W latach 80. ub. w. starano się przedstawić koncepcję ratowania programu rozbudowy istniejącego w rachitycznej formie Młodzieżowego Centrum Kultury na stokach Góry Gradowej (to właśnie w ramach tych doraźnych nieco działań powstały tam pierwsze kluby, jak słynna „Kaponiera” czy … lunapark „Cricoland”, który pierwotnie miał pojawić się na Górze Gradowej, a ostatecznie „wylądował” na Placu Zebrań Ludowych). Wśród wielu pomysłów pojawiła się koncepcja budowy basenu, hotelu, obiektów kulturalnych, obserwatorium astronomicznego i… kolejki linowej właśnie. Rzecz jasna, były to wizje grupki działaczy, które w realiach schyłku PRL-u nie miały najmniejszych szans nawet na częściową realizację.

Do części z tych pomysłów powrócono dekadę później, kiedy rozpoczęto mozolny proces „przywracania do życia” cennego zespołu fortyfikacji na Górze Gradowej, z ambitnym planem jednocześnie adaptacji ich na science-center. Po pewnych perturbacjach (tak w zakresie samego zakresu prac, jak i personalnych, związanych ze zmianami we władzach jednostki zarządzającej tym terenem…) obecnie funkcjonuje dziś Centrum Hewelianum. To niewątpliwy sukces.

Pomysł kolejki linowej na Górę Gradową należy rozpatrywać właśnie w kontekście prac nad realizacją science-center. To był (i jest?) śmiały projekt, ale sama kolejka linowa jest w moim odczuciu całkowicie zbędna. Centrum Hewelianum cieszy się rosnącą popularnością, otwiera nowe obiekty, powoli wypracowuje znaną markę. Uporządkowano kwestię identyfikacji wizualnej, ustawiono nowe drogowskazy i znaki. Są parkingi, ścieżki, oświetlenie. Ci z turystów, którzy nie będą chcieli zbytnio się męczyć, i tak zrezygnują z wizyt na Górze Gradowej – nawet, gdyby mieli do dyspozycji przejażdżkę w gondoli kolejki prowadzącej na jej szczyt (inna sprawa, że taka przejażdżka trwałaby niezwykle krótko!). Poszczególne wystawy i zabytki w Centrum Hewelianum są bowiem od siebie oddalone, leżą na różnych wysokościach – nie ma zmiłuj, tego nikt nie zmieni. Trudno więc nie zgodzić się i nie określić dziś pomysłu kolejki linowej jako (po prostu) fanaberii. Jeśli już miałaby gdzieś taka pojawić się w Gdańsku, to przede wszystkim w obrębie zachowanego ciągu fortyfikacji na Dolnym Mieście i Starym Przedmieściu, wzdłuż bastionów nad Opływem Motławy…

Powracając do Góry Gradowej. Zamiast przypominać o tego typu dosłownie fantastycznych wizjach, jak chociażby kolejka, należałoby skupić się na może mało wdzięcznej i niełatwej, ale potrzebnej, pracy. Palącą potrzebą jest bowiem zabezpieczenie, a następnie kompleksowe wykorzystanie potencjału drzemiącego w jednym z bez wątpienia najcenniejszych zabytków architektury militarnej w północnej Polsce – zbudowanej w latach 1811-1812 tzw. Redicie Napoleońskiej na Górze Gradowej. Jeśli chodzi o wartość historyczną, to w samym Gdańsku można ją porównać tylko chyba do Twierdzy Wisłoujście. Ceglane mury Redity, zwieńczone częściowo blankami, są doskonale widoczne od strony miasta szczególnie teraz, kiedy drzewa porastające zbocze nad dworcem PKS są pozbawione liści.

Przez lata funkcjonowała tam znana dyskoteka. Dziś obiekt jest okazjonalnie wykorzystywany przez Centrum Hewelianum, odbywają się tam wernisaże wystaw, spotkania, warsztaty. Ale ten cenny obiekt nadal czeka na przeprowadzenie kompleksowych, a nie tylko doraźnych, prac zabezpieczających, a dalej adaptacyjnych. Redita czeka wciąż na pełną rewitalizację. Ze względu na położenie, kubaturę, poczynione szkody i charakter obiektu, prace takie pochłonęłyby wedle ostrożnych szacunków zapewne więcej, niż którykolwiek z dotychczas zrealizowanych dwóch etapów budowy Centrum Hewelianum. Mówimy więc o milionach złotych. Bez wykorzystania funduszy unijnych zapewne się nie obejdzie. Tymczasem zegar cyka...

Zdaję sobie sprawę, że pewnie każde władze na koniec każdej kadencji chcą pochwalić się – poza działaniami na rzecz jakże trywialnej (prawda?) poprawy życia mieszkańców miasta –  także takimi decyzjami, które doprowadziły do realizacji jakiś bardziej „wizjonerskich” inwestycji. Czymś spektakularnym, czymś łatwiej zauważalnym (i docenionym przez Wyborców, rzecz jasna). Może nie zawsze tak monumentalnym i „pomnikowym”, jak Teatr Szekspirowski, PGE Arena czy Europejskie Centrum Solidarności, ale jednak.

Jeśli już faktycznie jesteśmy skazani (jesteśmy..?) na tego typu działania, to chciałbym, aby nowe pomysły skupiały się częściej na wykorzystaniu potencjału istniejących już obiektów, a nie tworzenia nowych (niekiedy naprawdę zbędnych) inwestycji. I nie mówię tu teraz o ECS, czy Teatrze Szekspirowskim, pieszczotliwie przezywanym „sarkofagiem” – tutaj, myślę, spór wciąż dotyczy przede wszystkim skali danych inwestycji, niż ich samej zasadności. Może zamiast wizji nowego toru wyścigu samochodowych na południu Gdańska lepiej byłoby pomyśleć na dofinansowaniu istniejących stadionów miejskich..?

Może zamiast dla mnie wciąż niezrozumiałego „Centrum Dziedzictwa Historycznego Miasta Gdańska” w Forum Radunia dołożyć chociażby do funkcjonowania samego Muzeum Historycznego Miasta Gdańska..? To tylko pierwsze przykłady, jakie przyszły mi do głowy. W myśl zasady – po co stawiać nowe pomniki, kiedy nie dość staramy się zachować te już istniejące..? Takich „Redit”, jak ta na Górze Gradowej, w naszym mieście znalazłoby się zapewne więcej.

Jan Daniluk

Z pasją o historii i o współczesności

Komentarze   

0 # Jeanne 2017-07-29 18:49
If some one wishes expert view about blogging and site-building afterward i suggest him/her to pay a quick visit this web site,
Keep up foot pain in the arch (swelteringinte r99.snack.ws: swelteringinter99.snack.ws) pleasant work.
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytuj
0 # Brodie 2017-07-29 12:42
Hi there everyone, it's my first go to see at this site, and paragraph is truly fruitful in support of me, keep up
posting these types of content.

Here is my page - Can you get taller
with yoga?: ludiemischo.weebly.com/.../...
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytuj
0 # Poppy 2017-07-29 07:21
I have read so many articles or reviews concerning the blogger lovers
but this post is genuinely a fastidious article, keep it
up.

Feel free to surf to my website How do
you get rid of Achilles tendonitis?: carlinelalla.blog.fc2.com/.../
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytuj

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież